Tegoroczne wakacyjne zajęcia plastyczne dla dzieci zrealizowane zostały pod hasłem „W morskim klimacie”, a więc wszystko, co robiliśmy, odnosiło się do tematu związanego z morzem. A było tego całkiem sporo :)

W pierwszym dniu wybraliśmy się w podróż morskich opowieści przeplatanych przepięknym słońcem, gorącym piaskiem i powiewem letniej morskiej bryzy. Na szklanych obrazach pojawiły się podwodne stworzenia m.in.: delfiny, kraby i rozgwiazdy, dodając uroku malowanym pracom. Jednym z bohaterów warsztatów, stała się kapibara płynąca no dmuchanym kółku w kształcie flaminga. Podczas wakacyjnego tygodnia spędzonego w Naszej Pracowni w GCKSiR w Szemudzie, mali artyści mieli się zastanowić nad przygodami małej kapibary. Co z tego wynikło? Dowiecie się w końcowej części artykułu.

W drugim dniu warsztatów dzieci tworzyły klimatyczne ramki na wspomnienia. Do dekoracji drewnianych oprawek wykorzystana została technika decoupage. Jest to sposób dekorowania przedmiotów przy użyciu kolorowych serwetek i papieru, którymi okleja się wybrane elementy. Technika ta pozwala nadać starym lub zwykłym rzeczom nowy i unikatowy wygląd. Ozdobione przez dzieci ramki mogą posłużyć jako klimatyczna ozdoba lub stać się piękną otoczką dla wakacyjnej fotografii.

Kolejny dzień upłynął przy pracy nad tworzeniem dekoracyjnych świeczek żelowych w morskim klimacie. W małych słoiczkach i przeźroczystym żelu parafinowych zostały zatopione morskie skarby. Plażowy piasek, muszelki, kamyki, a nawet drobne szlifowane przez morską wodę kolorowe szkiełka znalazły miejsce w „świecącej dekoracji”. Wszystko wyszło urokliwie, a świeczki zapewne na długo zostaną z dziećmi i będą miłym wspomnieniem z udziału w wakacyjnych warsztatach :)

Czwartkowy dzień przeznaczony został na tworzenie prawdziwych marynistycznych obrazów na płótnie. Błękitna toń wody i beżowy odcień piasku stanowiły podstawę artystycznych malowideł. A na obrazach pojawiły się oczywiście morskie stworzenia zamiast monumentalnych i dostojnych okrętów, ale to nie szkodzi. Morski klimat został zachowany, a praca z farbami i przy sztalugach zafascynowała dzieciaki w 100%!  I o to chodziło:)

W ostatnim dniu wakacyjnych spotkań artystycznych, uczestnicy warsztatów wyrażali swoje artystyczne zdolności na małych białych otoczakach, które doskonale nadają się do malowania. Spod młodych rączek i specjalnych mazaków wychodziły fantastyczne mini-obrazki w sam raz wpisujące się w wakacyjne opowieści w morskim klimacie…

A na koniec musimy Wam opowiedzieć, co stało się z kapibarą :D

Otóż kapibara na kółku z flamingiem przyjechała na wakacje nad nasze Morze Bałtyckie. Korzystała z morskich uroków, przepięknego, sypkiego piasku, no i oczywiście z kąpieli wodnych. Pewnego dnia, kapibara postanowiła odpocząć sobie na morskiej fali. Nadmuchała kółko pływackie z różowym flamingiem i udała się nad brzeg w Zatoce Puckiej, a mianowicie na cyplu w Rewie.

Usłyszała kiedyś, że w tym miejscu o pewnej porze roku, wody w zatoce ubywa, a spod morskiej toni widać piaszczysty korytarz wiodący w kierunku Kuźnicy. Postanowiła to sprawdzić, a że jej krótkie nóżki nie dosięgły by dna, popłynęła na kółku na drugi brzeg. Będąc już po drugiej stronie, na tzw. cyplu Helskim, postanowiła przedostać się do otwartego morza. Przecisnęła się przez porośnięty krzakami dzikiej róży brzeg, przebiegła przez ulicę i tory kolejowe zmierzające w kierunku Helu, przebiegła sosnowy las i już była na plaży na otwartym morzu.

Po małym odpoczynku i schrupaniu zapasów, które wyciągnęła z kieszonki w swoim futerku, postanowiła popływać sobie po tej stronie morza. Popłynęła w kierunku Władysławowa. Trzymając się dosyć blisko brzegu, dotarła do portu, zjadła rybkę i popłynęła dalej w kierunku Karwii. Po drodze jednak przysnęło się biedaczce i zniknęła ona z oczu pisarzowi. I to właśnie w tym miejscu, nasi młodzi uczestnicy wakacyjnych warsztatów mieli zbadać, co stało się z kapibarą.

No i cóż, według jednego ze świadków, kapibara miała po drodze dużo niebezpiecznych przygód i ostatecznie zjadł ją rekin. :O

Ale zaraz, zaraz… rekin w wodach Bałtyku? Chyba nie :D Tak więc, do końca warsztatowego tygodnia trwały poszukiwania prawdziwej historii wydarzeń. No i w piątek, okazało się, że kapibara ma się dobrze, a nawet bardzo dobrze! Nic jej się nie stało. Po prostu, po długiej morskiej przygodzie poczuła się bardzo zmęczona i głodna, więc udała się do McDonalda na Big Maca. I ot, cała historia!

Ps. A kapibara miała na imię Małgorzata! Pięknie co? :D

 

Galeria "W morskim klimacie" - wakacyjne warsztaty plastyczne

hdr